W codziennych medytacjach wracam ostatnio do treści drugiego tygodnia Ćwiczeń duchownych. Bardzo lubię te powtórki, tak mądrze wpisane w metodę świętego Ignacego. Znane zresztą w tradycji monastycznej powolne i cierpliwe przeżuwanie (ruminatio) tych samych fragmentów biblijnych jest podstawą prawdziwego rozsmakowania się w Słowie.
Próbuję zatem niespiesznie zagłębiać się w owe treści po raz kolejny. Zauważam też, że ponowne rozmyślanie nad ważnymi dla mnie punktami nie tylko utrwala to, co odkryłem już w czasie letnich rekolekcji, ale także odsłania zupełnie nowe, niekiedy zaskakujące horyzonty. Nawet drobny szczegół medytacji może stać się tu kluczem otwierającym zapierającą dech w piersiach głębię.
Podobnego zdumienia doświadczam od ponad tygodnia, choć przez cały ten czas drążę właściwie tylko jedną maleńką kwestię. Zatrzymałem się mianowicie na kontemplacji o wcieleniu, w której punktem wyjścia staje się spojrzenie na Trójcę Świętą. Ignacy proponuje, aby widzieć i rozważać jak trzy Osoby Boskie spoglądają na całą powierzchnię i obszar całego świata pełnego ludzi. Widząc zaś, że wszyscy szli do piekła, postanawiają w swej wieczności, że druga Osoba Boska stanie się człowiekiem dla zbawienia rodzaju ludzkiego [CD 102].
Przyznam, że w czasie rekolekcji potraktowałem ten punkt raczej pobieżnie, przechodząc dość szybko do sceny zwiastowania. Propozycja wpatrywania się, a nawet wsłuchiwania w wewnętrzny dialog Trójcy, była dla mnie czymś mało realnym. Przez myśl przemknęła mi wtedy słynna historia świętego Augustyna, który zrozumiał, że prędzej mały chłopiec przeleje muszlą całe morze do dołka w piasku, niż on zdoła pojąć nieskończoną tajemnicę trzech Osób Boskich…
Tymczasem właśnie w ostatnich dniach trynitarna część ignacjańskiej kontemplacji o wcieleniu pochłonęła mnie na dobre. Zobaczenie Trójcy Świętej, a następnie wsłuchanie się w dialog Ojca, Syna i Ducha przekracza, rzecz jasna, możliwości mojej ubogiej wyobraźni. Świadom tych swoich ograniczeń sięgnąłem zatem po dwa, genialne w swojej wymowie, dzieła sztuki, które niespodziewanie otwarły mi oczy i uszy. Długie wpatrywanie się w słynną ikonę Rublowa, a następnie uważne wczytanie w poezję świętego Jana od Krzyża dało początek kilku niezwykle odkrywczym rozmyślaniom. Zatrzymałem się dłużej na obydwu tych elementach, czując, jak uchylają się przede mną drzwi do tej pory zamknięte…
O impresjach z tych medytacji postaram się wkrótce tutaj napisać.
Opublikował/a Szymon 
