Przy okazji wczorajszej wyprawy do Sieny rozmyślałem nad znaczeniem kobiet w Kościele.
Spacerując wąskimi uliczkami toskańskiego miasteczka dumałem przede wszystkim o świętej Katarzynie, działającej tu siedem wieków temu. Stare mury jej domu w Fontebranda przechowują pięknie zachowany krucyfiks, przed którym sieneńska mistyczka spędzała długie godziny na modlitwie. Wpatrywałem się jakiś czas w oblicze Ukrzyżowanego i uświadomiłem sobie, że w całym bogactwie duchowego przesłania Katarzyny szczególne miejsce zajmuje teologia Bożego Serca.
W Dialogach o Bożej Opatrzności święta ze Sieny wspomina jedno z najważniejszych pytań, jakie skierowała do Jezusa na krzyżu: „Słodki, niepokalany Baranku, umarłeś, gdy otworzono Twój bok, czemu więc zechciałeś, aby serce Twe zostało tak zranione i otwarte?”. Odpowiedź, którą słyszy zdaje się być preludium objawień, które nastąpią w dalszych dziejach Kościoła. Ukrzyżowany Chrystus wyznaje:
Było wiele przyczyn, a powiem ci najważniejszą. Pragnienie moje dotyczące rodzaju ludzkiego było nieskończone, a obecny akt cierpienia i udręczeń był skończony; więc przez cierpienia, rzecz skończoną, nie mogłem wam pokazać, jak bardzo was kocham, ponieważ miłość moja była nieskończona. Oto dlaczego postanowiłem objawić wam tajemnicę serca, otwierając je przed wami, abyście ujrzeli, że kochało was więcej, niż to można okazać przez cierpienie skończone.
Ten krótki tekst przekazany nam przez Katarzynę Sieneńską odkrywa najgłębsze tajniki Jezusowego Serca. Onieśmiela niesamowitą dostępnością Boga, pociesza czułą hojnością Jego miłosierdzia.
Niemniej fascynujący jest fakt, że Bożym narzędziem, które przekaże światu tę prawdę, jest kobieta. Słaba, niewiele znacząca, niemalże analfabetka. A jednak doskonale potrafiąca odczytać głębię najpiękniejszego przymiotu Boga, dotknąć sedna Jego istoty.
Otwiera się tu chyba jedno z najważniejszych zadań jakie w ogóle każda kobieta otrzymała od Stwórcy: przypominanie o Jego otwartym Sercu, pełnym miłości i przebaczenia. Delikatna kobieca natura zdaje się być właśnie do tego przeznaczona, by pomagać innym w odczytywaniu owej czułości i delikatności Boga.
Orędzie przekazane przez Katarzynę ze Sieny powraca zresztą co jakiś czas w historii Kościoła i zazwyczaj jest przypominane dzięki kobietom. Wystarczy chociażby wspomnieć nabożeństwo do Serca Jezusa św. Małgorzaty Marii Alacoque, akt ofiarowania się Miłości Miłosiernej św. Teresy z Lisieux, całą doktrynę św. Faustyny, przesłanie Józefy Menéndez czy Rozalii Celakówny. Zdumiewa mnie ich specyficzny (rzekłbym, kobiecy) charyzmat odczytywania prawdy o Bogu bliskim, zranionym z miłości.
Kobiety ze swojej natury są więc niejako teolożkami Bożego Serca. Jak bardzo potrzeba ich głosu w Kościele!
Opublikował/a Szymon
Opublikował/a Szymon 